Amarantusianka. Na ciepły start dnia

Nie robię jej często, bo słodkie śniadania to nie jest mój codzienny wybór i zazwyczaj ciało lepiej reaguje u mnie na wytrawne, stabilne początki dnia. Ale są takie poranki, kiedy pojawia się na nią ochota i wtedy wiem, że to taki sygnał z ciała, które chce czegoś miękkiego, ciepłego, owocowego, słodkiego… Amarantusianka na mleku migdałowym sprawdza się w tych momentach idealnie, bo nie jest deserem, tylko spokojnym kompromisem między potrzebą słodyczy a czymś wartościowym.

amarantusianka

Dodaję miód oszczędnie, raczej dla zaokrąglenia smaku niż dla słodkości, garść malin i borówek dla lekkości, banana wtedy, kiedy czuję, że dzień będzie wymagający, a na koniec sezam i masło migdałowe, które robią całą robotę, domykając posiłek i sprawiając, że nie czuję rozjazdu energetycznego. To śniadanie pojawia się u mnie rzadko, ale kiedy już jest, to wcinam je ze smakiem.

Amarantusianka na mleku migdałowym z owocami i masłem migdałowym

Składniki:
1/4 szklanki amarantusa (dobrze wypłukany)
250 ml mleko migdałowe (niesłodzone)
łyżeczka miodu
garść malin
garść borówek amerykańskich
½ banana
łyżka masła migdałowego
łyżeczka sezamu

Przygotowanie:
Amarantus gotuję na małym ogniu z mlekiem, mieszając spokojnie, aż ziarna zmiękną i całość nabierze kremowej konsystencji. Nie spieszę się z tym etapem, bo to właśnie powolne gotowanie sprawia, że kasza jest lekkostrawna i naprawdę ciepła w odbiorze. Gdy zdejmuję garnek z ognia, dodaję miód i mieszam, pozwalając mu naturalnie się rozpuścić. Przekładam do miski, dodaję owoce, plasterki banana, sezam i na sam koniec łyżkę masła migdałowego, które delikatnie się rozpuszcza i łączy wszystko w jedną, otulającą całość.

To nie jest śniadanie na każdy dzień i co tam, w końcu nie musi nim być. Jest raczej jak miękka odpowiedź na moment, w którym ciało potrzebuje czegoś innego niż zwykle.

Pamiętaj, aby amarantusa dobrze wypłukać!

Amarantus ma naturalne saponiny, które mogą podrażniać jelita i dawać uczucie pełności albo burczenia w brzuchu. Dokładne płukanie na sitku (aż przestanie się pienić) sprawia, że jest lżejszy i dużo lepiej tolerowany:)

Tłuszcz to nie dodatek, tylko konieczność

Amarantus sam w sobie jest „lekki”, ale bez tłuszczu potrafi szybko podnieść cukier. Masło migdałowe, tahini albo nawet odrobina oleju orzechowego/lnianego/kokosowego sprawiają, że śniadanie staje się stabilniejsze metabolicznie i nie kończy się nagłym spadkiem energii.

Ciekawostki przeciwzapalne, które warto znać

Amarantus naturalnie nie zawiera glutenu, ale to nie jest jego największa zaleta. Jest bogaty w skwalen, związek, który wspiera regenerację komórek i działa ochronnie na błony komórkowe, co przy przewlekłym stanie zapalnym ma realne znaczenie. Zawiera też sporo magnezu, który wspiera układ nerwowy i może łagodzić napięcie mięśniowe, często nasilone przy endometriozie.

Dodatkowo ma stosunkowo dobrą zawartość lizyny, aminokwasu, którego często brakuje w diecie roślinnej, a który wspiera odporność i procesy naprawcze w organizmie.

I jeszcze jedno, amarantus jest rozgrzewający w odczuciu, co przy bólach brzucha i napięciu miednicy bywa ulgą, zwłaszcza w chłodniejsze poranki. Dlatego, choć nie jest na każdy dzień, potrafi być dokładnie tym, czego ciało potrzebuje w konkretnym momencie.

amarantus

Nie dość, że wygląda to smakuje!

Łyżki w dłoń:)