Myślodsiewnia – prowadzenie dziennika
Przelewanie myśli na papier zmniejsza stres, uspokaja myśli, a nawet jest metodą autoterapii. To rozwiązanie, po które może sięgnąć każdy z nas o każdej porze dnia czy nocy. Gdy tylko poczujemy, że w myślach zaczyna się burza…
Pisanie, jako sposób na kłębiące się myśli
Mówi się, że jak za dużo kłębi się w głowie myśli to warto sięgnąć po kartkę i długopis. Zacząć pisać. W mojej głowie zawsze stanowczo za dużo było myśli. Jeśli statystycznie człowiek ma ok. 70 tyś. myśli w ciągu dnia to ja stanowczo podnoszę te statystyki. Jestem totalnym overthinkerem.
Zawsze fascynowało mnie to, że Pan mąż odpoczywając potrafi nie myśleć. Dla mnie było to coś niewyobrażalnego. Do 30 roku życia nie miałam chwili bez myśli. Zawsze coś. Plus te połączenia myśli, jak od myśli o deskorolce znaleźć się myślą już gdzieś pośród Islandii w sekundę… To jest właśnie rozgałęzione myślenie. Świetne do pracy z logiką, analizowania, wyciągania wniosków i rozwikłania zagadek, ale w życiu potrafiło dać mi mocno w kość.
W końcu nauczyłam się, albo lepiej, uczę się okiełznania myśli. Pomaga mi w tym kontakt z sobą, wyciszenie szumu, dziennik i medytacja
Dziennik odsiewa myśli
Dzięki prowadzeniu dziennika odsiewam myśli. Przelewam je na papier. Nabieram perspektywy i dystansu. Ściągam z wielu myśli ciężar, bo przelewając je na papier okazuje się, że żaden potwór z mojej głowy nie jest ostatecznie taki straszny. Pozwala mi to uspokoić się wewnętrzne. Zmienić percepcję.

Mała Gabrysia vs. strata
Dziennik nie jest dla mnie nowością. Pisałam go od dziecka. W sumie pisałam nawet w momencie gdy nie umiałam jeszcze pisać. Zapełniałam kartki zdaniami, które były tylko w mojej głowie. Na papierze były esy i floresy. Tak sobie też radziłam ze stratą babci, z którą byłam bardzo blisko, w wielu niecałych 5 lat. Miałam cały zeszycik zapełniony listami, które tylko ja potrafiłam odczytać. Co ciekawe, wtedy tego nie wiedziałam. Pisanie było tak naturalnym procesem dla mnie, że nie sądziłam, że to co przelewam na papier to nie są słowa tylko wzroki. Wzorki, których znaczenia nikt poza mną nie był wstanie odkryć.
Tak jak wspominałam, pisanie było dla mnie naturalne od dziecka. Pisałam pamiętniki, dzienniki, jak zwał tak zwał. Przelewałam myśli na papier. Gdy byłam nastolatką dziennik był moją ostoją. Wylewałam z siebie dużo na jego strony. Wtedy było to po prostu czynnością, zwykłą, do której jestem przyzwyczajona. Jednak gdy nabrałam świadomości pisanie zmieniło się. Stało się świadomym narzędziem w moich rękach. Narzędziem do ukojenia myśli, nabierania nowej perspektywy.
Wdzięcznik – sposób na dostrzeganie małych wspaniałości
Dziś pisze codziennie dziennik wdzięczności. Zapisuje w nim sytuację, małe momenty szczęścia, wdzięczności z bieżącego dnia. Czasami jest to zbarankowanie przez kotka, czasami pocałunki męża gdy się tego nie spodziewam, innym razem jest to po prostu smaczna kawa i jasne ciepłe promienie słońca. Są to takie małe wspaniałości. Momenty, którym się przyglądam i które dostrzegam. Łapie je w swoich myślach, zapamiętuje a wieczorem spisuje. Dzięki temu kończę dzień zawsze z uśmiechem na twarzy.

Notatki, notatki i jeszcze raz notatki
Oprócz dziennika wdzięczności prowadzę notes, w którym odsiewam różne myśli, przemyślenia czy spostrzeżenia. Są zarówno te oczywiste. Jak i najbardziej intymne. Ten sposób obnażania swoich zakamarków podświadomości stał się dla mnie niesamowicie intymnym i szczerym kontaktem ze sobą samą.
Oprócz tego mam notatnik, w którym spisuje kilka słów o każdej książce, która jest wartościową. Kilka cytatów, przemyśleń… Czasami do nich wracam. A czasami takie notatki pomagają w napisaniu recenzji czy poleceniu lektury.
Piszę i to jest coś co pomaga mi być blisko siebie. Niezależnie od okoliczności.
Z miłością!