O mojej Lunce
Dzieliliśmy przez siedem lat wspólną drogę. Lunka była najlepszą towarzyszką.
Otuliła nas ogonkiem w pewien styczniowy dzień 2018 roku. I tak o to już wiedzieliśmy, że ona jest nasza a my jej. Weszła ze śmiałością do naszego życia i serc. Otoczyła nas swoim białym futerkiem i ugniatającymi łapkami.

Rozkwitała przy nas z tygodnia na tydzień. Aż w pewnym momencie czuliśmy, że jest w końcu sobą. Pewna siebie, dumna a jednocześnie otwarta na nas pełnym sercem.
Przez lata nauczyła nas tak wiele, że nie sposób tego spisać. Odeszła zaraz na początku grudnia na rękach, w domu, w otoczeniu ciepła i miłości. Ogromu miłości. Było tej miłości tak dużo, że czasami zastanawiam się jakim cudem zmieściła się w naszej przestrzeni. Gdy nadszedł koniec poczułam jakbym straciła część siebie.

Kochaliśmy mocno, a im mocniej się kocha tym koniec wspólnej drogi bardziej boli. Żegnałam już wcześniej bliskie mi osoby, ale utrata Lunki bolała na zupełnie innym poziomie. Nie odrzucaliśmy tych emocji, wiedzieliśmy że potrzebujemy je wszystkie poczuć.
Lunka była naszym światłem. Drugiej istoty tak przepełnionej miłością ciężko szukać. Dlatego zostawiam ból i smutek za sobą, jest on przeżyty i odczuty. Pomimo tego jak bardzo nasze serca złamały się po śmierci Lunki dziś chce wspomnieć, jak cudowne było życie z nią.
<3 gdy budziłam się ona już była przy nas i się witała. Każdego dnia przez wszystkie lata. I w ten sposób nie było opcji o zaczęciu dnia od „lewej nogi”.

<3 szła ze mną do łazienki i patrzyła gdy myje zęby, przy tym mruczała i wdzięczyła się. Pilnowała mnie pod prysznicem, jak od tego zależało czy się nie utopie 🙂

<3 ukochała sobie spanie w Piotrka portkach. Oj tak zawsze znalazła jakieś portki do zrobienia sobie z nich luksusowego leżyska

<3 pracowała ze mną wytrwale. Leżała na biurku, a ja często miałam rękę z myszką pod jej ogonkiem lub łapkami. I tak potrafiła godzinami. Do dziś się śmiejemy, że była powierniczką haseł i tajemnic moich klientów 😉

<3 zawsze chciała wyjść, ale jak raz wymknęła się to zdębiała i nie wiedziała co zrobić 😀 tak zdziwiła się, że wróciła szybko pod drzwi.

<3 broniła Terkiego (brother from another mother) Zawsze. Ich relacje nie były na początku usłane różami, ale to jak te gagatki się zżyły to istne yin i yang.

<3 grzała najlepiej na świecie. Wiesz to był poziom grzania rozpalonego pieca. Po godzinie na kolanach człowiek myślał, że gorączki dostanie :))

<3 nigdy nie gardziła kocykowym namiotem. Absolutnie nigdy. A nasz Piotr jest mistrzem namiotowym, więc często ich przyłapywałam na drzemce w namiocie. I mieli wtedy taki wzrok „proszę nie przeszkadzać” :))

<3 zawsze nastawiała brzuszek do głaskania. U niej nie było sfery „noł noł”. Można było głaskać wszędzie a brzuszek sama nastawiała.

<3 a samych głasków nigdy, prze nigdy nie miała dość. Prędzej mnie rozbolała ręka od głasków niż jej było dość. W październiku położyła się na biurku i ja rzuciłam sobie wyzwanie, że będę tak długo maziać, aż będzie w końcu miała dość. Głaskałam i głaskałam, a ona nie miała dość. W końcu najzwyczajniej ręka zaczęła mnie boleć – tak że na następny raz czułam mięśnie przedramienia 😀

<3 była zawsze przez resztę typowana do „załatwienia zasobów” czyt. wykradnięcia woreczka z suchą karmą. Nasze kociaki nie dostają suchej mimo, że ją uwielbiają. Zatem naturalnie sucha karma stała się świętym Graalem. Kilka razy jak przyszłą ogromna przesyłka z zoo plusa to Terry i Poppy dopingowali Lunkę gdy ta wdzierała się do kartonu i wyciągała opakowanie suchej karmy…

<3 zawsze podnosiła kuperek przy klepaniu po zadku. I miało się wrażenie że wręcz stoi na palcach byle klepać po zadku 🙂 Później dowiedzieliśmy się, że niektóre kotki lubią to bo pozwala im to rozładować energetycznie ciałko – uwolnić stres, emocje – więc jak tylko chciała to klepaliśmy i klepaliśmy, a ona robiła przy tym swoje głośne „mrauuu”.

Wniosła ogrom do naszego życia. A my odwdzięczyliśmy się ukochując ją całym sercem.
Lunka była naszym światłem i teraz powoli podnosimy się, uczymy się życia na nowo.
Dziękujemy, że wybrałaś nas. Tęsknimy każdego dnia




Z miłością