Czuję się rześko
Słowa spijałam powoli i niespiesznie… Książki Niny zawsze czytam na raty. Tak, aby wydłużać przyjemność z obcowania z treścią, która jest otulająca i kojąca. Jest jak kocyk obciążeniowy po ciężkim dniu, a jednocześnie, jak spacer o poranku gdy wszystko wokół dopiero się budzi. Z przyjemnością brałam Ninę ze sobą w różne miejsca tego lata. Była ze mną w moich ukochanych miejscach: nad jeziorem, w lesie, w górach i przy rzece. Cieszyłam się kolejnymi rozdziałami zaszyta w przenikającej ciszy w środku gór czy też wygrzewając się w popołudniowym słońcu na pomoście.
Czytając mogłam poczuć się, jak na wyprawie z najlepszą przyjaciółką.
Wiele rzeczy, o których pisze Nina jest moją codziennością. I ta myśl mnie krzepi. Niesamowicie jest czuć ogrom rezonowania z tym, co się czyta. Tu spijałam słowa, jak napar z mięty, bo były tak bardzo moje, że czułam wzruszenie.
Moja rozbujała estetka skała z radości widząc cudowne ujęcia, które okraszały sowicie strony książki. Moja pierwsza myśl gdy zobaczyłam kadry, zanim dowiedziałam się kto jest ich autorką, „to muszą być kadry Mai”. I tak jest. Maia patrzy czuło, ma ciepłe i emocjonalne ciasne kadry. Zdjęcia doskonale współgrały ze słowami.
Książka jest pięknie wydana. Ja wszystko odbieram i oczami i sercem. Lubię, jak rzeczy są ładne i sama dbam o estetykę codzienności. Na szczęście piękne strony doskonale współgrają z lekkim piórem Niny, która mówi do czytelnika czule, ciepło ale i bardzo konkretnie. W „Rześko” jest mnóstwo wiedzy i pięknych opisów. Jest o dostrajaniu do przyrody, znalezieniu rytmu, o odnalezieniu siebie w każdym miesiącu wiosny i lata o prostym odnajdywaniu w sobie dobrostanu.
Nie ma możliwości, aby czytelnik nie znalazł w niej praktyki dla siebie.
Jestem urzeczona